Ponoć, gdy ktoś posiada długie palce, to w życiu się nie narobił.
Patrzę na swoje. I hmm. Kurczę, nie narobiłam się! Ale tak właśnie zastanawiam się, czy jest to oznaka mego lenistwa czy zwyczajnego ludzkiego szczęścia i farta, które gdzieś tam mimo wszystko (ojć, i co z tego, że tylko czasem) istnieje. No, ale przecież ten fart najlepszy jest, gdy pojawia się znienacka, wyskakuje z kryjówki szczerząc do nas zęby podczas, gdy my mamy oczy jak pięciozłotówki z przerażenia i mamy ochotę wiać gdzie popadnie. Ale co tam, potem stoimy jak zaczarowane ołówki z mieszanką cwaniactwa i ulgi, które tworzą niezgrabny półuśmieszek i sprawiają, że wyglądamy co najmniej dziwnie. I to właśnie jest w tym wszystkim najśmieszniejsze.
Dobra, pieprzę. Nie narobiłam się i już.
środa
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz