środa

"Gwarantuję Ci, że jutro, gdy się obudzisz, zobaczysz białą pierzynkę za oknem".

No ładnie! Kobieca intuicja, czy po prostu zimę czuje się w kościach już od pierwszych jej momentów? Aj, nieważne to ani trochę. Ważne, że zima! Taki właśnie początek lubię, takie niewinne opady, delikatne i lekkie. I co z tego, że za dni kilka będzie okrutna chlapa i będę wyzywać i winić wszystko wokół za swój nastrój, który w paradoksie jest wciąż jesienny. Ale przecież teraz to nieważne, bo w jesiennym nastroju poczuję święta miesiąc przed. Taki sentyment mam do tych pierwszych przymrozków (których mimo wszystko nienawidzę, ot taka jestem już humorzasta), bo to właśnie one zwiastowały zwykle jakieś miłe i zaskakujące zmiany. Niekoniecznie na zawsze, bywały dosłownie siedmiominutowe, ale były. I wnosiły wiosenne motylki wprost do mojego brzucha. Wspominając o brzuchu, przypominam sobie, że domaga się teraz zwiększonej ilości zielonej herbaty. Do tego waniliowe kadzidła i aj aj aj.
Zabawne. A zima śmierdzi.