Zmiażdżone wszystko mam od środka. Brak siły. Fizycznej i psychicznej.
Lordy, don't leave me.
i tylko Jego uśmiech. Pcha mnie do przodu.
niedziela
wtorek
To, że czasami mam ochotę wypisać wszystko co mam w głowie, to chyba dobrze świadczy. Wcale nie o tym, że jestem wylewna na wszystkie strony, tylko o tym, że pisać powinnam. I tak sobie czasami wyobrażam, jak to cudownie byłoby dostać się do redakcji, studia, czy Bóg wie czego. Mam przed oczami taki obraz: Wchodzę do ogromnego budynku, gdzie ludzie biegną i potykają się o siebie. Z trudem znajduję odpowiednie piętro. I idę, idę, idę długim korytarzem. Aż w końcu spotykam przy biurku dziwacznie ubranego mężczyznę w okularach z grubymi czarnymi oprawkami przegryzającego paluszka z sezamem i trzymającego w ręku żółty kubek z herbatą. Oczy jego zawieszone są na ekranie laptopa a na biurku leży sterta papierów i kolorowych drewnianych ołówków. Wtedy mówię do niego 'hej, jestem tu nowa, chcę się zadomowić'. A on odrywa leniwie wzrok od monitora, patrzy na mnie wciąż z tym samym paluszkiem w buzi, robi ironiczny wyraz twarzy i mówi 'to pokaż co potrafisz' rzucając mi na ręce kilka ciężkich teczek wypełnionych artykułami. Wtedy ja uginam się pod ciężarem i pomagając sobie kolanem ogarniam cały ten syf. Podchodzę do swojego biurka a jakaś stuknięta sekretarka w kolorowych ciuszkach przynosi mi herbatę w również żółtym kubku, bo to firmowe cacko. Wtedy zaczynam i nie kończę. Przynoszę robotę do domu i do późna w fikuśnych pidżamach z miseczką mieszanki wszystkich rodzajów płatków śniadaniowych staram się coś sklepać. We włosach mam powpinane ołówki i co trzy sekundy ziewam. Aż w końcu budzę się wśród tych teczek, zanoszę je do redakcji, rzucam na biurko temu samemu dziwakowi oświadczając 'masz co chciałeś.' Wtedy on zagląda do środka i ten cholerny sezamkowy paluszek wypada mu z buzi, robi jeszcze głupszą minę i odpowiada..."witaj w domu".
Nieźle co? zaczynam się powoli organizować i zaczyna mi się to podobać. Tylko przeraża mnie to określenie 'powoli'. Ale co tam - rewolucji nie lubię.
Nieźle co? zaczynam się powoli organizować i zaczyna mi się to podobać. Tylko przeraża mnie to określenie 'powoli'. Ale co tam - rewolucji nie lubię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)