sobota


Przedobrzyłam.
I albo to ta jesień, albo to ja.

wtorek

"Wszystko ok? Bo dawno Cie nie widziałam i zastanawiałam się, czy sobie radzisz i wszystko jest w porządku. Tak się chciałam tylko upewnić."
...czyli jak ważni są odpowiedni sąsiedzi, którzy mieszkają obok Ciebie od czasu, gdy byłeś małym dzidziusiem. I widzieli już dosłownie wszystko. Ukryty buziak na pożegnanie pierwszego chłopaka, pierwszy papieros w tajemnicy i pierwsze imprezy, gdy rodziców nie ma w domu. Widzieli Cie od tej najlepszej i najgorszej strony. Dostałeś od nich zarówno prezenty, jak i słowo pouczenia. Niekiedy nie miałeś ochoty odpowiedzieć im 'dzień dobry', a czasami biegłeś, żeby otworzyć im drzwi, bo zapomnieli klucza. Bywało tak, że zalałeś im łazienkę, albo podrzuciłeś coś przez przypadek na ich balkon. No i wspólne imprezy, zaproszenia, życzenia świąteczne i noworoczne. Nie zapominając o pożyczonym cukrze i jajkach. To wszystko składa się na te tzw. stosunki sąsiedzkie. Bo od nich zależy, czy masz ochotę opuszczać to miejsce czy nie.
Nie mam.

środa

...

Ponoć, gdy ktoś posiada długie palce, to w życiu się nie narobił.
Patrzę na swoje. I hmm. Kurczę, nie narobiłam się! Ale tak właśnie zastanawiam się, czy jest to oznaka mego lenistwa czy zwyczajnego ludzkiego szczęścia i farta, które gdzieś tam mimo wszystko (ojć, i co z tego, że tylko czasem) istnieje. No, ale przecież ten fart najlepszy jest, gdy pojawia się znienacka, wyskakuje z kryjówki szczerząc do nas zęby podczas, gdy my mamy oczy jak pięciozłotówki z przerażenia i mamy ochotę wiać gdzie popadnie. Ale co tam, potem stoimy jak zaczarowane ołówki z mieszanką cwaniactwa i ulgi, które tworzą niezgrabny półuśmieszek i sprawiają, że wyglądamy co najmniej dziwnie. I to właśnie jest w tym wszystkim najśmieszniejsze.

Dobra, pieprzę. Nie narobiłam się i już.