Zgrzeszyłam. Popełniłam grzech. Wykreowałam sobie swój własny grzeszek. Zbudowałam go. Wykształciłam. Wyszlifowałam.
I już naprawdę sama nie wiem, czy taki owy grzech będzie leżał gdzieś zakurzony w ciemnym kącie. Czy jednak co sobotę będzie pucowany nawilżoną chusteczką.
O takim grzechu trzeba rozmawiać, postanawiać poprawę, prosić o pokutę, naukę i rozgrzeszenie. Ale przede wszystkim należy go niwelować.
A taki lęk przed jedzeniem, panika przed pełnym talerzem zniszczyłaby nawet największego twardziela z maczetą w ręku.
Więcej grzechów nie pamiętam. Za wszystkie bardzo żałuję.
niedziela
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz